
Ostatni świt nad Luangwą
Ostatni świt nad rzeką Luangwa przychodzi cicho, nawet ptaki, zwykle tak rozkrzyczane o tej porze, jakby z szacunkiem szepczą skrzydłami. Siedzimy z Malamą w otwartym Land Cruiserze, gdy przed nami rozciąga się krajobraz znany, a jednak wciąż nieodkryty — rzeźbiona w zieleni dolina, fale sawanny, brzeg urwiska łagodnie schodzący ku zarośniętym mokradłom. Tuż obok, w odległości wyciągniętej ręki, rozciąga się całe stado lwów.




