Mauritius to taka destynacja, gdzie czekanie na ostatnią chwilę niestety się nie opłaca. Jeśli lubisz mieć wybór dobrych hoteli, sensowne ceny przelotu i nie chcesz mieszkać w „tym, co zostało”, to niestety zasada jest prosta: wypoczynek na Mauritiusie najlepiej rezerwować minimum 6 miesięcy wcześniej. A idealnie – między 9 a 6 miesięcy przed wylotem.
Dlaczego aż tak wcześnie? Bo Mauritius, jako luksusowa destynacja egzotyczna, funkcjonuje według zupełnie innych zasad niż typowe, masowe kierunki typu Turcja czy Egipt.
Reguła pierwsza – najtańsze bilety lotnicze są od 9 do 6 miesięcy przed wylotem
Większość lotów z Polski na Mauritius to połączenia z przesiadkami, a nie czartery „tylko dla Polaków”. Latasz liniami rejsowymi, z których korzysta cały świat, a pasażerowie dosiadają się w portach przesiadkowych (np. Frankfurt, Paryż, Dubaj, Stambuł, a ostatnio Addis Ababa).
Co to oznacza dla Was? Przede wszystkim najtańsze bilety i ich największy wybór pojawiają się już około 11-10 miesięcy przed planowanym terminem pobytu. Oczywiście można z zakupem chwilę odczekać (1-2 miesiące), ale i tak najtaniej będzie do 6 miesięcy przed wylotem. Dodatkowo – im bliżej terminu podróży, tym więcej miejsc jest już wykupionych przez turystów z innych krajów i ceny rosną. I co was może zaskoczy – linie lotnicze nie „trzymają” specjalnych tanich miejsc na ostatnią chwilę, bo samolot i tak się zapełni.
Wg oficjalnych danych statystycznych, w zeszłym roku Mauritius przyjął 1,436 mln turystów. I teraz najlepsze – Francuzów przyleciało ponad 337 tys., Niemców ponad 122 tys., a Polaków samolotem… dokładnie 21 926. Widzicie więc, z kim rywalizujecie o tańsze bilety.
Reguła druga – hotele na Mauritiusie są mniejsze – i szybciej się zapełniają
Mauritius nie jest kierunkiem masowej turystyki jak Turcja, Egipt czy Tunezja. W tamtych krajach resorty na 800–1000 pokoi nie robią na nikim wrażenia. Na Mauritiusie jest inaczej. Jest jeden wielki resort na około 1000 pokoi (tak, w nim zawsze znajdziecie miejsce), ale dobre i bardzo dobre hotele mają tak do 200, czy około 300 pokoi. Jeszcze inne są kameralne, eleganckie, nastawione na jakość, nie na ilość.
To oznacza, że te najatrakcyjniejsze hotele naprawdę zapełniają się kilka miesięcy wcześniej, szczególnie w dobrych terminach (ferie, wakacje, święta, październik-styczeń).
I znowu, patrząc na ogólnodostępne dane statystyczne, hotele w szczycie sezonu (lipiec–sierpień, listopad–styczeń) są rezerwowane 6–9 miesięcy wcześniej, a wiele obiektów na 2-3 miesiące przed terminem jest już całkowicie wyprzedanych.
Jeśli chcesz konkretny hotel – np. sprawdzony, polecany, ze świetną plażą i dobrym serwisem – to czekając do ostatniej chwili nie tyle „polujesz na okazję”, co akceptujesz, że wybierzesz z tego, co zostało.
Reguła trzecia – Polacy na Mauritiusie to mała grupa
Na Mauritiusie nie jesteśmy „klientami numer jeden”. Nie jesteśmy nawet w pierwszej dziesiątce najczęściej podróżujących tam narodowości. W porównaniu z Francuzami, Niemcami, Anglikami czy Holendrami, Polaków podróżuje tam nadal niewielu. Skutek? Nie mamy żadnych przywilejów w dostępności pokoi, jak to bywa w typowo „polskich” kierunkach typu Turcja czy Egipt. Ponadto hotele mają stałych klientów z Europy Zachodniej i Południowej Afryki, którzy bukują w nich pokoje z wyprzedzeniem. Nie jest tak jak w Turcji, czy Egipcie. Do Turcji rocznie przyjeżdżają prawie 2 miliny Polaków, do Egiptu ponad milion. W tamtych krajach jesteśmy ważni i biura podróży blokują dla Polaków specjalne pule pokoi. Ale na Mauritiusie przy 21 tys turystów, nikt „puli pod Polskę” nie zostawi. Ciekawostka – w zeszłym roku Mauritius odwiedziło 6 razy więcej mieszkańców RPA niż Polaków.
Tak więc jeśli zakładasz, że „jakoś to będzie, coś się znajdzie”, to tak – coś się znajdzie. Ale może nie będzie to hotel, który chciałeś, ani cena, którą miałeś w głowie.
Reguła czwarta – brak przydziałów pokoi dla biur podróży
To jest ogromna różnica w stosunku do klasycznych destynacji. W Turcji czy Egipcie duże biura podróży mają przydziały pokoi (tzw. allotment), własne pule, własne kontrakty – czasem mogą „wyczarować” coś na ostatnią chwilę. A na Mauritiusie reguły są uczciwe dla wszystkich i nawet duże biura podróży nie mają stałych przydziałów, czy gwarancji dostępności. Dobre hotele nie mają takiej potrzeby, bo i tak wyprzedadzą wszystkie pokoje. Dzięki temu wszyscy klienci są traktowani równo – czy kupujesz przez biuro, czy samodzielnie.
Efekt jest prosty: jeśli dany typ pokoju jest wyprzedany, to jest wyprzedany dla wszystkich. Nie ma „magicznych” miejsc, które nagle pojawią się w ofercie last minute.
Reguła piąta – nie ma „last minute” w dobrych hotelach
To w zasadzie jest reguła, która wynika ze wszystkich powyższych – liniom lotniczych nie zostają bilety, których muszą się pozbyć, dobrym hotelom nie zalegają niesprzedane pokoje, nikt nie nakupił miejsc hotelowych wcześniej i musi się ich pozbyć.
Jeśli trafi Wam się jakieś „last minute” na Mauritiusie to będzie to przelot z więcej niż jedną przesiadką, do hotelu z niższej półki jakościowej, niekoniecznie przy ładnej plaży.
Jeśli zależy Ci na konkretnym standardzie, lokalizacji, widoku na ocean, dobrej kuchni i fajnej atmosferze – liczenie na „last minute” na Mauritiusie to bardziej loteria niż strategia.
Tak więc, im dłużej czekasz z rezerwacją Mauritiusa, tym bardziej zawężasz sobie możliwość wyboru.
Dlatego, jeśli poważnie myślisz o Mauritiusie, zaplanuj urlop wcześniej, nie traktuj go jak „coś, co się ogarnie później”.
